Dodaj ogłoszenie
Poradnik wędkarski - Mój pierwszy rejs na dorsza


Mój pierwszy rejs na dorsza

 

dodany: 2013-09-11, godz. 20:30


       Wyprawy wędkarskie to coś niesamowitego. Te emocje gdy ryby biorą są nie do opisania. Często chwalimy się jakie to ryby nie złowiliśmy, a w rzeczywistości to tylko dziesięć procent tego co przeżyliśmy. Kilka lat temu udałem się z wujkiem na Morze Bałtyckie w poszukiwaniu "obiecanych" Dorszy! 

 

     

Przed wyprawą

 


      Darłówko godzina 15:00. Czas się rozejrzeć po okolicy. Mnóstwo ludzi i kolorowych straganów. Dzień minął rewelacyjnie. Plaża, piwko i słona woda! Cały czas jednak miałem w myśli te obiecane ryby, wiec ciężko było mi nawet zmrużyć oczy. Przecież nigdy w życiu nie złowiłem Dorsza...

 

Cel był jeden złowić i zrobić zdjęcie z tą piękną rybą. Dobiła godzina 23:00. Michał wstawaj - powiedział wujek. Lekko zdziwiony i zaspany wstałem. Przemyłem twarz i pomyślałem, że to sen. Otóż było zupełnie inaczej. Idziemy na kuter - powiedział. Zdziwiony wziąłem sztywna wędkę dorszową z plecionką 0.23 i pilkery o gramaturze 100-250gram. Siedzę sam na kutrze i do cholery nie wiem o co chodzi. Rufa, rufa i rufa, co jest? Okazało się, że aby zająć najlepsze miejsce musieliśmy właśnie tak wcześnie wstać. O godzinie 1:00 na kutrze było już blisko 10 osób. Każdy zajmował najlepsze miejsca. 

 

od prawej: Leszek, Hubert i wujek Marek na dole

 


        W końcu o godzinie 5:00 "DAR 3" wyruszył z portu. Podniecony całym tym wydarzeniem zacząłem rzetelnie szykować przynęty i podpinki. O godzinie 6:00 byliśmy na morzu. Wędki w ruch. Pierwsze ryby złowione, a ja dalej bez ryby. Wujek i koledzy na kutrze już po 5 -8 sztuk. Mój zerowy rachunek w końcu się zwiększa! Pierwszy Dorsz w moim życiu! Blisko 50cm ryba na pokładzie! 

 

 

mój pierwszy Dorsz w życiu - 51cm

 


Dziwiło mnie jednak, że każdy łowił 5, 10 a nawet 20 sztuk do samego południa, a ja ciągle miałem tylko jedną rybę. - Wujek co jest nie biorą mi. Dopiero wtedy dowiedziałem się, że pilker ma obijać o dno,  a nie jak robiłem do tej pory machałem nim nad dnem... No i proszę są efekty! Do godziny 13:00 złowiłem 12 sztuk, a trafiły się nawet dublety (dwie ryby na raz). W końcu coś ciężkiego i dużo większy opór. Wołam gościa, który wyciąga ryby bosakiem. 

dwie 7-emki złowione pod koniec wyprawy!

 

       

        Na moich oczach ukazała się ogromna ryba. Zaraz brawa i stałem się cały czerwony. Z daleka krzyk - ooo ładna siódemka! Co? jaka siódemka... 7 kg ma najmniej! Tego nie zapomnę do dziś. Każdemu polecam taką przygodę, a tak naprawdę nie jest droga. Wrażenia i piękno tych ślicznych ryb jest niezapomniane!


 

Kruk Michał

 



Reklama
Forum Wędkarskie