Dodaj ogłoszenie
Poradnik wędkarski - Wyprawa na lina


Wyprawa na lina

           

dodany: 2013-04-24, godz. 07:30


      Lin jest jedną z najpiękniejszych ryb występujących na obszarze Polski. Oliwkowy grzbiet, pomarańczowy brzuch, masywna budowa i czerwone oczka-trudno nie zakochać się w tej rybie.


Dwa piękne liny

Dwa piękne liny

 

           

      Pierwszym etapem planowania linowej zasiadki jest dobór łowiska. Podstawowym kryterium jest występowanie tego gatunku w danym łowisku. Oczywiście najlepiej, gdy jego populacja jest liczna. Przy wyborze zbiornika można sugerować się opiniami kolegów „po kiju”, opisami łowisk, forami wędkarskimi lub radami miejscowych wędkarzy (szczególnie w przypadku tych dwóch ostatnich trzeba jednak zastanowić się nad wiarygodnością źródła).

           

     Kolejnym etapem jest znalezienie odpowiedniego stanowiska. Szukamy miejsca o mulistym, żyznym dnie, w okolicy którego występuje roślinność zanurzona lub wynurzona (rogatek, rdestnica, moczarka, grzybienie, trzciny, tataraki). Głębokość poszukiwanego miejsca w zależności od łowiska może wynosić od 0,5 do nawet 8 m. Jest to raczej kwestia drugorzędna, mająca znaczenie jedynie w połączeniu z porą roku. Na początku wiosny lepiej wybrać miejsce o stosunkowo niewielkiej głębokości, w którym woda szybciej się nagrzewa. Natomiast latem trzeba rozważyć możliwość wystąpienia na dużych głębokościach tzw. przyduchy.

 

Wręcz idealne miejsce na lina

Wręcz idealne miejsce na lina

 

        

Podczas zasiadki na lina ważnym elementem jest obserwacja, na podstawie której możemy stwierdzić obecność obiektu naszego zainteresowania w łowisku. Najłatwiejszą do zauważenia oznaką bytności linów są bąble ukazujące się na powierzchni. Różnią się one od tych wynikających z żerowania innych gatunków ryb tym, że zazwyczaj układają się w charakterystyczne ścieżki. Nie da się opisać uczucia, gdy podczas łowienia wędkarz widzi jak żerujące liny coraz bardziej zbliżają się do miejsca, w które zarzuciliśmy i w końcu … przepływają dalej bo tego dnia miały „smaka” na coś innego niż było na naszym haczyku.


Obecność linów stwierdzić można również po ruchu liści grzybieni czy łodyg trzcin, z których ryby te zbierają ślimaki, lub po charakterystycznym cmokaniu, które (według mnie) najlepiej można porównać do odgłosu wyciąganego z mułu gumowca (sic!).

           

          Przejdźmy do sedna czyli wędkowania. Osobiście preferuję metodę spławikową i w związku z tym do niej się ograniczę. Gramaturę spławika dopieramy tak, aby bez większej trudności móc dorzucić do wytypowanego przez nas miejsca. W mojej opinii optimum będzie spławik typu waggler o wyporności ok. 1,5 g. W zależności od głębokości stosujemy mocowanie na stałe ciężarkami lub połączenie przelotowe ze stoperem.


        Łowimy na „podnoszony spławik”. Obciążenie główne montujemy około 10 cm nad pętelką łączącą żyłkę główną z przyponem, natomiast bezpośrednio nad połączeniem umieszczamy tzw. śruciną sygnalizującą (ok. 0,5 g). W momencie brania ryba podnosząc przynętę z dna unosi również ostatni ciężarek co objawia się częściowym lub całkowitym wypłynięciem spławika do góry. Lin jest rybą silną, a nasze łowisko jest wymagające więc myślę, że finezję warto zostawić na inne okoliczności: żyłka główna 0,20-0,22 mm, przypon odpowiednio o 0,02-0,04 mm cieńszy. Wielkość haczyka i jego kolor dostosujmy do rodzaju i wielkości przynęty. W przypadku ziemniaka i kukurydzy będzie to złoty haczyk nr 8-4, natomiast dla czerwonych i białych robaków oraz rosówek-ciemny haczyk w podobnym rozmiarach.

           

          Lin jest dość kapryśną rybą jeśli chodzi o upodobania kulinarne. Jednego dnia bierze tylko na kukurydzę, a kolejnego nie doczekamy się na nią nawet brania, dlatego proponuję zmieniać przynęty w zależności od ilości brań i nie sugerować się (zawsze) tym, że mieliśmy poprzednio dużo brań i tym razem też tak będzie. Dobre efekty może przynieść zastosowanie tzw. kanapek, czyli połączenia kilku różnych rodzajów przynęt np. kukurydza+czerwony robak, biały+czerwony robak.

           

      Jeśli chodzi o nęcenie to odradzam stosowanie sypkich zanęt. Może na innych zbiornikach się sprawdzają, ale tam gdzie łowię zwabiają wyłącznie drobnicę, której nie da się później pozbyć. Polecam stosowanie niewielkiej ilości zanęty w postaci wrzucenia (w zależności od wielkości populacji lina w łowisku) kilku garści tego na co planujemy łowić. Jeżeli w stanowisku zauważymy obecność linów to w zupełności to wystarczy, ponieważ one już tam są i nie musimy ich ściągać w nasze miejsce. Obfite nęcenie przynosi wręcz odwrotny efekt do zamierzonego, natomiast bardzo dobrze sprawdza się nęcenie długotrwałe: przez kilka dni o tej samej porze (trzeba mieć jednak na to czas i być przygotowanym, że gdy w końcu wybierzemy się powędkować, to ktoś „życzliwy” może już siedzieć na naszym nęconym miejscu).


Efekt długotrwałego nęcenia

Efekt długotrwałego nęcenia

 

       

        Teraz coś o braniach lina. Zasadniczo panuje opinia, że obiekt naszego zainteresowania jest rybą ostrożną i z całą pewnością jest to prawda. Dlatego też staramy się nie powodować zbytniego hałasu i nie zarzucać zestawu zbyt często (chociaż zdarza się, że lin weźmie z opadu). Gdy w końcu doczekamy się brania pozostaje kwestia: kiedy zacinać? Moje obserwacje potwierdzają opinię, że w przypadku łowienia na przynęty zwierzęce trzeba trochę więcej odczekać niż w przypadku przynęt roślinnych. Spotkałem się jednak z opiniami, że w przypadku łowienia na podnoszony spławik nie należy zacinać w fazie wynurzenia, tylko dopiero wtedy, gdy spławik po wynurzeniu zacznie znikać pod wodą. Osobiście stanowczo się z tym nie zgadzam! Uważam, że zacięciem należy kwitować każde dłuższe odchylenie od stanu wyjściowego (wynurzenie, zanurzenie, prowadzenie).

           

     Po udanym zacięciu następuje hol. Jest to newralgiczny moment, w którym musimy uważać przede wszystkim, aby ryba „nie weszła w krzaki” (liny mają mięsiste usta, więc w przypadku właściwego zacięcia spięcie nam nie grozi). Jeśli jednak tak się stanie nie porzucajmy nadziei. W takim przypadku zalecam natychmiast poluzować żyłkę i poczekać aż ryba sama się uwolni. W tym czasie kontrolujemy naciąg żyłki, a gdy zauważymy, że się napina kontynuujemy hol. To naprawdę działa i w niezliczonej ilości sytuacji uratowało mnie przed zerwaniem zestawu z rybą. Należy jednak pamiętać, żeby nie próbować wyszarpywać ryby z zaczepu, ponieważ późniejsze poluzowanie ma prawie zerową szansę sukcesu.


Przy łowieniu linów zdarzają się przyłowy w postaci dużych wzdręg, płoci, karasi, karpi, a nawet amurów

Przy łowieniu linów zdarzają się przyłowy w postaci dużych wzdręg, płoci, karasi, karpi,
a nawet amurów

 

          

         Po pomyślnym holu następuje długo wyczekiwana chwila: zdobycz jest już w naszym podbieraku. W tym momencie chciałbym zachęcić wszystkich wędkarzy do właściwego podstępowania ze złowioną rybą (nie tylko z linami). Jeśli chcemy zrobić rybie zdjęcie i dokonać pomiarów polecam zostawić zdobycz w podbieraku i uszykować wszystkie potrzebne rzeczy. Po wyciągnięciu lina z wody umieszczamy go na macie (ideał), ewentualnie zmoczonej trawie (byle nie na piasku). Przystępując do wykonania zdjęcia moczymy ręce i dopiero wtedy podnosimy nasze trofeum. W tym momencie chciałbym zachęcić wszystkich wędkarzy do zaniechania wykonywaniu zdjęć ryb o rozmiarach powiedzmy przeciętnych, które łowimy dość często. Róbmy zdjęcia tylko wyjątkowym sztukom nie nadwyrężając niepotrzebnie mniejszych ryb. W ten sposób będziemy mieć zdjęcia wyjątkowych sztuk, a nie kartę pamięci zapchaną setkami nie do odróżnienia „średniaków”. W przypadku, gdy ryba jest długo poza wodą polecam polewanie jej, mające zminimalizować skutki zmiany otoczenia. Rozumiem, że nie wszyscy są zwolennikami idei „złów i wypuść”, ale zachęcam chociażby do zmniejszania ilości zabijanych ryb. Lin jest tak piękną rybą, że nie warto pozbawiać jej życia, aby napełnić swój żołądek.

           

         Na zakończenie coś, o czym jeszcze nie pisałem. Statystycznie najwięcej linów łowi się rano i wieczorem, natomiast jeśli chodzi o miesiące to przoduje wśród nich maj i sierpień. Na łowisku, na którym ja łowię lepsze brania odnotowuję rano (miesiące jak wyżej).



Bartłomiej Pokusiński



Reklama
Forum Wędkarskie